„Dlaczego właściwie mam nie jeść tego owocu?” – zapytała Ewa, pierwsza buntowniczka. Pytanie było zasadne (jak gdyby przestroga Boga „abyście nie pomarli” nie była wystarczającym argumentem). Ewa była dociekliwa, pragnęła doświadczyć tego, co zakazane. Być może przestroga Boga nie była dla niej wystarczająca? Czy Bóg nie powinien był posadzić jej sobie na kolanie i — jak cierpliwy ojciec — odpowiadać na każde, nawet najdziwniejsze pytanie Ewy?
I tak dalej…
Być może gdyby Bóg podszedł do swojego rodzicielskiego fachu na poważnie i przeczytał jakąś książkę parentingową zanim zabrał się za tworzenie człowieka, to nie byłoby całej historii z wężem, wygnaniem z raju, zabójczym Kainem i tak dalej. Wreszcie zaś nie byłoby nas!
A zatem bunt (być może) doprowadził jednak do czegoś dobrego?
Bunt wymaga odwagi. Wyobraź sobie egipskiego niewolnika, który pyta uzbrojonego w bat nadzorcę: „a po co my właściwie budujemy te piramidy? Czy to nie jest aby niesprawiedliwość społeczna?”.
Wydaje się, że „współczesna” edukacja zbyt mocno przypomina stosunki panujące w despotycznej monarchii starożytnego Egiptu. Wszak za pytanie „dlaczego?” można łatwo wylecieć z klasy, ba, nawet ze szkoły! A to już jak smagnięcie batem. Bolesne!
Nie chcę w BUSZUJĄCYM „tworzyć” buntowników bez powodu ani wspierać buntu dla samego buntu. Bywają jednostki zupełnie spokojne, akceptujące rzeczywistość taką, jaka jest (a to wielka sztuka!) — i nie ma w tym nic złego. Ba, jest to wielka, przedwczesna mądrość.
Chcę za to być cierpliwy. I dać uczniowi przestrzeń do zadawania pytań. Wielu. Choć sam nie znam odpowiedzi na wszystkie z nich!
Chcę na nowo rozbudzić w uczniu ciekawość i ten pęd, który każe nam zejść z udeptanej leśnej ścieżki i odkryć, co kryje się o, tam — dalej! Za drzewem, gdzie jeszcze nie byliśmy.
I niechaj zadecyduje sam! Czy chce jechać wprost, czy w lewo, czy wrócić na szlak? Ja — niczym dobry przewodnik — czuwam nad jego bezpieczeństwem, przestrzegam przed manowcami i doradzam to, co sprawdziło się już u tysięcy podróżników. Ale decyzja i świadomość mają należeć do niego. Mają wynikać z przekonania i doświadczenia, a nie z pustego słuchania poleceń i bezmyślnego podążania za resztą.
Opowieści buszującego
Z kajetu
Posłuchaj… Dawno temu, we Lwowie, wspinałem się na Kopiec Unii Lubelskiej. Coś mnie podkusiło, by przejść — czy raczej wspiąć się — na przełaj. Po co mam jak ten głupi chodzić dookoła i nadrabiać drogi, skoro można prosto? Tyle że przez las i stromo. Prawda? Poszedłem. Gęstwiny, ciernie, błoto. Wlazłem! Cały umorusany. Czy było warto? I to jak! Czy bym to powtórzył… cóż, zszedłem już normalną ścieżką — dookoła.
Z tej wycieczki powstał wiersz. Może się to komuś wydawać głupie, ale dla mnie wtedy wiersze były najważniejsze na świecie — zatem jeden wiersz, napisany pod wpływem wspinaczki na kopiec, to już było naprawdę coś!
Ileż mi to dało radości, weny i wiary we własne siły!
Tak właśnie widzę bunt — jako drogę, podczas której dajemy miejsce czemuś, co inaczej by nie zaistniało. Trzeba to jasno powiedzieć: dróg do Rzymu są tysiące! Wybierz swoją. I nie bój się czasem pogubić. Tak samo — nie bój się wrócić na szlak! Zapraszam. Teraz przynajmniej rozumiesz, że może jest dłuższy, ale na pewno działa. A jak coś jest głupie i działa, to już nie jest głupie.
No, ruszajmy!