Esej

O ai, aI, AI!

Tego tekstu nie napisało AI. Napisał go człowiek. Na komputerze, nie piórem. Publikuje go w internecie, nie na pergaminie.

Podczas zajęć o antyku, często przytaczam uczniom anegdotę o Sokratesie. Otóż ateński filozof nie lubił pisać. Nie tylko nie lubił, ale także nie potrafił i wcale nie chciał się nauczyć! Według niego pismo było przemijającą modą, zbędnym i niepotrzebnym udziwnieniem, a najważniejsze treści należało przekazywać wyłącznie ustnie.

Jego uczeń – Platon – był już bardziej nowoczesny, idąc z duchem czasu zaczął używać tego kontrowersyjnego wynalazku „p i s m a”. To właśnie z jego Dialogów o antypiśmienniczych poglądach Sokratesa i jego istnieniu w ogóle możemy się dowiedzieć! Mamy szansę p r z e c z y t a ć.

Dziś spoglądamy na starego Ateńczyka z pobłażliwym uśmiechem: „ha, nie chciał pisać, co on wiedział o życiu!?”. Po pierwsze wiedział bardzo wiele. Najpewniej więcej od nas. A jego argument o „niemożności przekazania najważniejszego na piśmie” – jest i był trafny. Wszak obecność i wpływ nauczyciela, jego spojrzenie, jego głos – jego wreszcie cała postawa i sposób życia są czymś nie do oddania na piśmie. Są dla ucznia żywą, widoczną inspiracją, są możliwością bezpośredniego obcowania i czerpania wzorców, których żadna, nawet najlepsza książka nie odda.

Mylił się jednak Sokrates w kwestii „chwilowej mody”, czy w ogóle nikłej wartości „tego wynalazku”. Lata mijają, nauczyciele i odkrywcy przemijają, czy mówiąc wprost – umierają. To, co po sobie zostawią – w książkach – jest stopniem na schodach rozwoju dla kolejnych pokoleń. Nie musimy więc co 50 lat odkrywać wszystkiego na nowo, nie musimy opierać się wyłącznie na zwodniczej i bardzo ograniczonej lokalnie tradycji ustnej. Dzięki czytaniu „widzimy dalej, stojąc na barkach gigantów” i dzięki czytaniu możemy dziś polemizować z Sokratesem i ze sobą wzajemnie!

Wraz z kolejnymi wynalazkami: drukiem, koleją, automobilami (wóz bez konia!), lampą naftową, prądem, maszynami do pisania i komputerami, internetem – pojawiają się natychmiast ich gorący zwolennicy i jeszcze gorętsi – przeciwnicy. Tych drugich na początku zawsze jest więcej.

Największym wynalazkiem lat dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku jest bez wątpienia AI – sztuczna inteligencja. Modele językowe, obrazowe, predykcyjne, decyzyjne, muzyczne i jutro zapewne jeszcze kolejne, trenowane są na setkach milionów, miliardach wytworów ludzkiej działalności i kultury. Tak jak Newton „stał na barkach olbrzymów” – czyli korzystał z wiedzy poprzedników, przeczytawszy powiedzmy 1000 książek, tak AI stoi na barkach całej ludzkości – czy raczej tych, którzy do tej ludzkości dołożyli cegiełkę. Newton przeczytał 1000 książek, Chat GPT w c h ł o n ą ł (to chyba odpowiednie słowo) ich setki tysięcy. Teraz jest w stanie generować i układać słowa w odpowiedniej kolejności.

Nie będę jednak dalej rozpisywać się nad tym jak „AI” działa, bo chciałbym przejść do meritum – czyli w jaki sposób i dlaczego używam go JA.

Pod moimi postami, dotyczącymi produktów edukacyjnych, które tworzę, reakcje uczniów i nauczycieli są najczęściej bardzo entuzjastyczne. Niekiedy pojawi się jednak komentarz: „AI napisało”, „AI wypluło”. Krótko się do nich odniosę. Po pierwsze AI samo niczego nie „pisze” ani nie „wypluwa”, tak jak komputer sam nie otwiera przeglądarki ani edytora tekstowego. Owszem, jest to oparte na jego systemie operacyjnym, tysiącach operacji aż do fizycznych zmian napięć elektrycznych w tranzystorach procesora, ale INTENCJĘ oraz sens nadaje narzędziu człowiek. Często mówimy: „JA”. „Ja napisałem”, „ja otworzyłem”, „ja zbudowałem” – za pomocą komputera. Nikt wtedy nie krzyczy: „O! NIE ZAPROJEKTOWAŁEŚ I NIE WYPRODUKOWAŁEŚ PROCESORA, WIĘC NIE MOŻESZ TERAZ KORZYSTAĆ W KOMPUTERA!”. Nie, po prostu przyjmujemy narzędzie jako przedłużenie naszej, ludzkiej woli, tak jak włącznik światła w salonie. A kiedy rodzi się dziecko, nie trzymamy go w ciemnościach i nie podchodzimy do kołyski mówiąc: „Zosiu, będziesz miała światełko, kiedy sama dokonasz wynalazku żaróweczki!”. Nie. Korzystamy z tego, co wynaleźli mądrzejsi przed nami.

Dlaczego więc AI, masa ludzi nie uznaje jeszcze za przedłużenie siebie, swojej woli, a za coś obcego? O tym mówił akapit o Sokratesie.

Powiem dlaczego ja uznaję i bardzo lubię AI jako narzędzie i chętnie go używam.

Jako nauczyciel języka polskiego przerobiłem ze swoimi uczniami każdy możliwy egzamin gimnazjalny, ósmoklasisty i maturalny. Przerobiłem dziesiątki podręczników, repetytoriów i setki materiałów edukacyjnych wszystkich wydawnictw i amatorów. W BUWie podczas studiów polonistycznych przeczytałem setki książek. Kilka lat temu założyłem platformę e-learningową, w którą wpakowaliśmy masę kasy. Pamiętam ile set godzin spędziłem nad tym by ją budować. By każde zdanie pisać samodzielnie, każde zadanie typu A, B, C, programować oznaczać, które jest jest prawidłowe, a które nie. To był jak ciągnięcie łodzi przez góry. Pamiętam ile pieniędzy poszło na obsługę social mediów, po to by ktoś ręcznie pisał posty i tworzył grafiki. Kosztowało to wszystkie ogromne pieniądze, ogromny wysiłek, a rezultaty były niewystarczające. Wtedy AI było na takim poziomie, że w streszczeniu „Pana Tadeusza” Zosia miała romans z Hrabią, a Kusy i Sokół upolowały niedźwiedzia pijąc miód razem z księdzem Robakiem.

Wtedy jeszcze AI nie nadawało się do pisania i opracowywania literatury.

Dzisiaj? Pewne AI się nadaje.

Pytanie zatem jaki jest sens pisać ręcznie po raz 10000. opracowanie „Małego Księcia” skoro jest to książka przeanalizowana i poznana wzdłuż i wszerz i naprawdę niczego nowego (na poziom 8. klasy) nie da się już do niej dodać? Moim zdaniem takiego sensu nie ma. Tak samo jak nie było sensu pisać pracy licencjackiej o Mickiewiczu, bo wątpliwe aby młody student na poziomie licencjatu mógł wnieść coś nowego do badań nad Wieszczem. Tego typu prace to najczęściej zbiory badań i parafrazy.

Moim zadaniem, jako doświadczonego nauczyciela, jest dobrać odpowiednie materiały, dokonać SELEKCJI – bo jak pisał Tyrmand, właśnie o SELEKCJA JEST NAJWAŻNIEJSZA, najbardziej użytecznych dla ucznia wiadomości, następnie dokonać redakcji i dodać ludzki pierwiastek w postaci interesujących pytań i zadań, które, na bazie mojego doświadczenia, dobrze grają z uczniem.

I jeśli w opracowaniu wszystko merytorycznie i rzeczowo się zgadza, a zgadza się, to cel został właśnie osiągnięty. Tak jak celem wysyłania maila jest dostarczenie wiadomości, a nie celem jest pisanie listu gęsim piórem.

Mógłbym oczywiście spędzić 6 godzin by napisać prawie to samo, tylko, że w Wordzie. Następnie poświęcić 6-10 godzin nad składem w InDesign i potem przez 5 dni budować stronę na wordpressie albo przez 10 godzin pisać ją ręcznie w htmlu.

Nikomu tego nie zabraniam i jeśli są tacy entuzjaści, śmiało biegnijcie, kiedy obok stoi samochód. Pierzcie ręcznie, zamiatajcie, wchodźcie po schodach i nabierajcie wody ze studni. Głównie jednak ludzie krytykujący AI sami nie wiedzą jak go używać.

Jeśli dziś korzystam z AI do pisania, do budowania stron, do postowania na social mediach, to dlatego, że kiedyś spędziłem nad tym tysiące godzin. I teraz widzę przestrzeń by te godziny spożytkować lepiej. Czy nie takie było założenie? Że AI ma „wyręczać człowieka w żmudnych, powtarzalnych zadaniach”?

Ja zatem wolę skupić się na koncepcji, na kreacji, na wdrożeniu, estetyce i merytoryce. I jest to tak jakbym zarządzał najlepszą agencją kreatywną, tylko, że za 20 a nie 20 milionów dolarów miesięcznie. I tylko twórca zrozumie radość nieoczekiwanego rezultatu – kiedy malujesz obraz, piszesz książkę, scenariusz – i widzisz jak Twoje dzieło ożywa wraz z widzem, aktorem, jak właśnie spotkanie twojej pracy z Innym rodzi coś zupełnie przez Ciebie nieoczekiwanego – wtedy obcujesz z prawdziwą kreacją.

I proszę uwierzyć, że zrobienie dobrego produktu, to są wciąż dziesiątki godzin spędzonych z narzędziem AI, a nie jeden prompt:

Wreszcie każdy może sam spróbować. I to właśnie jest piękne. Może wkrótce nauczyciele w ogóle staną się niepotrzebni? I każdy uczeń w minutę wygeneruje swój własny, spersonalizowany podręcznik oraz awatara, który będzie go uczyć? Na przykład Sokratesa?

Póki co jednak, kiedy uczę ja, wolę być jak Platon i odkrywać dobrodziejstwa „nowego wynalazku”. Z tej okazji, na zakończenie, mały ośmiozgłoskowiec (sam napisałem, proszę spojrzeć!)

Świat się zmienia, wszystko płynie
nie zawrócisz Wisły kijem

Więcej w Notatniku buszującego ← Wszystkie teksty